wtorek, 28 stycznia 2014

Bóg kocha złamanych na duchu i tych, którzy udają, że takimi nie są - Sheila Walsh






Tytuł: Bóg kocha złamanych na duchu i tych, którzy udają, że takimi nie są
Autor: Sheila Walsh
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 339







„JA NIE MACHAM DO WAS, JA TONĘ.”

Sheila Walsh to do tej pory zupełnie nieznana mi osoba. Cieszę się jednak, że dowiedziałam się o tej autorce, a przede wszystkim wspaniałym człowieku, gdyż ma wiele mądrych rzeczy do powiedzenia. Być może niektórzy z Was kojarzą ją dzięki poradnikom „Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda” lub „Uwolnij się i wyjdź światu naprzeciw”. Ma męża i syna z którego jest dumna. Jest człowiekiem zupełnie takim jak my, co przedstawia w tej książce poprzez przytaczanie sytuacji ze swojego prywatnego życia. Pokazuje nam, że każda osoba może być złamana na duchu, ale wcale nie znaczy to, że Bóg tych ludzi nie kocha, że ich opuścił…

„Bóg kocha złamanych na duchu i tych, którzy udają, że takimi nie są” to bardzo pozytywna książką, która ma zadanie dać nam „kopniaka”, który wyrzuci nas z dołu na powierzchnię. Chodzi tu o to, aby ukazać miłość Jezusa do każdego człowieka, aby zrozumieć cierpienie, co próbował już przedstawić Lewis w książce „Problem cierpienia”. Sheila Walsh również poruszyła ten problem od każdej strony i w odrobinę prostszy sposób starała się ukazać cele Boga i dodawała siły oraz nadziei czytelnikowi. Najbardziej spodobały mi się oczywiście przykłady z życia wzięte, ponieważ one zawsze są człowiekowi bardzo bliskie i opierając się na nich łatwiej zrozumieć ból który spotkał i nas.  Ogromne wrażenie zrobiło na mnie też opisanie osób z Biblii, np. Hioba, św. Pawła, a na koniec samego Jezusa. Oni wszyscy również byli złamani i sądzili, iż Bóg ich opuścił. Niewiarygodne? A jednak.

Czym jest ból? Wielu sądzi, że karą od Boga, za nasze grzechy, za nieprzestrzeganie praw. To nie prawda! Wiecie jak autorka nazwała to cierpienie? Świętym bólem. Pokazała, że ból może być pełen nadziei, że to dzięki niemu dochodzimy do rzeczy wielkich i pięknych. Pięknie ujęła to pisząc: „Ja w swoim życiu odkryłam, że niektóre z największych Bożych darów przychodzą zapakowane w pudło, przy którego otwieraniu nasz ręce krwawią – ale potem, kiedy zaglądamy do środka, znajdujemy tam coś, za czym tęskniliśmy całe życie.” Mnie te słowa urzekły. Nieraz w moim życiu było dokładnie tak, najpierw towarzyszył mi ból, ale gdyby nie on, nie otrzymałabym tego, czego najbardziej potrzebowałam, byłabym innym człowiekiem. Takich pokrzepiających fragmentów znajdziemy tutaj mnóstwo, niekiedy będą nawet zabawne, a czasem bardzo smutne. Często będą skłaniały do refleksji. Pokażą nam jak ważny jest drugi człowiek, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem, jak bardzo potrzebujemy Boga, który nigdy nie odchodzi, choć tak nam się może wydawać.


Sheila Walsh to wspaniała osoba i ja chętnie sięgnę po jej pozostałe książki, a do tej wrócę za każdym razem, gdy cierpienie stanie się dla mnie problemem nie do wytrzymania. Dla każdego chrześcijanina ta książka będzie wspaniałym źródłem energii i siły do działania, z wieloma fragmentami z Biblii, które tłumaczą sens cierpienia. Na końcu natomiast znajdziemy jeszcze studium biblijne, które jest świetnym podsumowaniem książki i pozwala na zastanowienie się nad wieloma ważnymi sprawami. Dzięki tym notatkom, możemy wrócić do nich jak często zechcemy i odzyskać nadzieję. 

Moja ocena: 5+/6





17 komentarzy:

  1. Czytałam tę książkę już jakiś czas temu. Piękna, poruszająca lektura dla każdego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka cudna. Taka piękna, melancholijna, pełna refleksji. Bardzo mi się podoba. Co do samej treści również wzbudziła moje niekłamane zainteresowanie, więc w wolniej chwili się za nią rozejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. O książce słyszałam naprawdę wiele dobrego :)
    Mam ochotę sama ją przeczytać! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że takie książki też się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się bardzo interesująco. Z pewnością kiedyś przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie słyszałam o tej książce ;(
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za tę recenzję, jest super!! A taki kopniak, to i mnie nieraz by się przydał...:)
    Super cytat, który i mnie urzekł. Zapisałam go sobie. Książkę oczywiście muszę przeczytać!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam nigdy o tej książce, ale Twoja recenzja mnie do niej przekonała. Brzmi wspaniale. Jestem pewna, że przeczytam ją w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  9. To na pewno pozycja dla osób zdołowanych, które uważają, że nie mają po co żyć...

    P.S. Zgadzam się na dodanie drugiego tomu "Ostatniej spowiedzi" do wyzwania "Grunt to okładka". Widzę kwiatowy motyw, więc jest w porządku. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Must have. Tytuł i pierwszy cytat- genialne!

    po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam już o tej pozycji i chętnie bym ją przeczytała. Warto.

    OdpowiedzUsuń
  12. Już dawno nie byłam tak zainteresowana żadną książką. Cytat, który zamieściłaś na początku swojej recenzji jest wspaniały!

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie powiem- zainteresowałaś mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Do tej książki przekonuje mnie już sam tytuł. Po prostu;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hi! Lovely blog and great post! We invite you to visit my blog :) kisses! ;) www.mvesblog.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Ona musi być wspaniała.. Już okładka do mnie przemawia, a Twoja recenzja namówiła do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapowiada się interesująco. Książka trafia na moją listę książek do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń