środa, 23 kwietnia 2014

Królotwórca. Królobójca.








Tytuł: Nieświadomy mag
Autor: Karen Miller
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 568






Karen Miller to zupełnie nieznana mi dotąd autorka i nie ma się co dziwić, ponieważ Królotwórca, Królobójca to jej pierwsza seria z gatunku fantasy. Jest to wyjątkowa osoba, która podejmowała w życiu zupełnie różne zajęcia– od pracy w londyńskim DHL, po prowadzenie sklepu z książkami o nazwie Fantazja. Może się też pochwalić reżyserowaniem sztuki, która została wystawiona w profesjonalnym teatrze w Nowej Zelandii. Czy Nieświadomy mag to jej kolejny sukces?



Wyobraźcie sobie królestwo Lur i świat, w którym magia istnieje. Jednak nie każdy może jej używać. W związku z tym są ustalone ścisłe zasady, niewielu może szczycić się tym przywilejem. Dlaczego panują tam tak rygorystyczne reguły? Wpływ na to ma brutalna, zapisana krwią historia plemienia Dorian. Dawno temu cały ten lud opuścił swój kraj. Uciekać musiał przed potężnym i okrutnym czarodziejem Morganem. Ludzie ci znaleźli spokój dopiero w Lur, które zamieszkiwane było już przez Olków. Doszło do porozumienia – Olkowie zgodzili się przestrzegać prawa Dorian, a ci w zamian zapewniali królestwu bezpieczeństwo. Opierało się ono przede wszystkim na kontrolowaniu pogody. Istnieje legenda zapowiadająca przyjście Olka – maga, który przywróci swemu ludowi dziedzictwo. 


W międzyczasie poznajmy Ashera, Olka pochodzącego z dużej rodziny i mającego kilku nieznośnych braci. Jego marzeniem jest zarobienie dużej ilości pieniędzy, aby kupić swemu ojcu statek i pomóc mu w ten sposób wydostać się z rozpaczy po stracie żony. Postanawia wyruszyć do samej Dorany, a tam dzięki swej odwadze i ciętemu językowi otrzymuje pracę od samego księcia dorańskiego.
Przyznam, że głównego bohatera polubiłam od razu. Nie ma się co dziwić, bo pośród ludzkiej fałszywości on był wyjątkowo bezpośredni, nawet w rozmowach z królem. Zawsze szczery, całkiem pewny siebie (lecz nie przesadnie), do tego lojalny i prostolinijny – czy można go nie uwielbiać? 


Bohaterzy to zdecydowanie duży plus tej książki. Pomysł na powieść również niezły, choć nie wyróżnia się ona spośród innych, nowych utworów fantasy. Ciężko mi nawet powiedzieć, dlaczego kupiłam tę książkę, dlaczego wybrałam ją spośród tylu innych na półkach sklepowych. Prawdopodobnie moją uwagę zwrócił tajemniczy mag widniejący na okładce, który przypomniał mi o książkach Trudi Cavanah, które bardzo polubiłam. Styl Karen Miller jest niczego sobie. Zawiodłam się mimo wszystko, bo w wielu momentach książka się dłużyła. Niby ciągle coś się działo, ale było kilka zupełnie niepotrzebnie opisanych sytuacji. Streszczenie na tylnej okładce sugerowało mi, że główny bohater zostanie wybawcą z legend, wspominało o niebezpieczeństwie. Ja przeskakiwałam strony i oczekiwałam na zwrot akcji, nie mogąc doczekać się, kiedy to wreszcie sprawy przyjmą niespodziewany obrót. Czekałam, czekałam i czekałam. Spotkało mnie najgorsze, czyli to, czego wprost nienawidzę - po pięciuset stronach doczekałam się rozwinięcia akcji. Szkoda tylko, że nacieszyłam się nią przez kilka krótkich chwil, gdyż książka w najważniejszym momencie się urwała. Nie macie pojęcia, jaka byłam sfrustrowana………


Podsumowując, Nieświadomy mag to dobra książka, choć objętościowo powinna być, moim zdaniem, nieco krótsza. Zachęcam wszystkich fanów fantasy do przeczytania jej, ale tylko pod warunkiem wcześniejszego zaopatrzenia się w drugą część. W przeciwnym razie możecie być równie niezadowoleni jak ja



Wyzwanie:

Czytam Opasłe Tomiska







21 komentarzy:

  1. Ja się raczej nie skuszę, natomiast podsunę mojemu chłopakowi, bo pewnie się mu spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam dotąd o tej serii. Z chęcią przeczytam w wolnym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem raczej na bakier z fantasy, ale mam w swoim otoczeniu osoby, które cchętnie to czytają, więc zarzucę im tytułem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem miłośniczką fantasty i jakoś nie potrafię przełamać się do tego gatunku literackiego, dlatego tym razem spasuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantasy - coś dla mnie! ;D Całe szczęście według mnie długie książki to ich atut. ;)

    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię długie książki, ale nie, kiedy niepotrzebnie się ciągną :)

      Usuń
  6. Fantasy czytam od czasu do czasu, bardzo rzadko; kiedy będę miała ochotę na taki gatunek, to na pewno będę pamiętać o tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantasy nie należy do gatunków, które czytam...próbowałam się kiedyś przekonać, ale tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytuję książek tego typu, ale recenzja jest ciekawie napisana. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie należę do fanów fantasy, ale może kiedyś zmienię trochę swoje 'smaczki' ;d

    OdpowiedzUsuń
  10. Hm, lubię fantasy, ale do tej książki mnie jakoś nie ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podoba mi się opis tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam wrażenie, że ta książka jest jak tysiąc innych. Podejmuje podobny temat, niczym się nie wyróżnia. Ale z kolei, jak wspomniałaś o Trudi Canvan, to stwierdziłam, że muszę w końcu zaopatrzyć się w jakąś książkę autorki:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Książka nie w moim stylu, ale dawno u Ciebie nie byłam, a tutaj takie zmiany :D ;) Postaram się bywać częściej, ale nie obiecuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. O tytule słyszałam od kolegi, jednak jakoś nie mogę się zabrać za ten gatunek publikacji :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że mnie też by skusił ten mag z okładki, bo przyciąga wzrok... ;)
    Pozdrawiam
    Sol
    PS. A blog się postaram czasem odwiedzać i dodałam do moich linków... :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zachęciłaś mnie. Rozpoczynam poszukiwania...

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie uważam się za wielką fankę fantasy, więc raczej po książkę nie sięgnę. Ale masz rację co do okładki - mi również skojarzyła się z Trudi ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. czytałam, średnio mi się podobała ...

    OdpowiedzUsuń